Dialekt małopolski - Sądecczyzna
Tekst gwarowy — Podegrodzie 2
Halina Karaś   
Tekst nagrała Katarzyna Kalisz (31.12.2008), przepisała Jolanta Janusz, weryfikacja zapisu i opracowanie – Halina Karaś.

Informatorka: Bronisława Zimowska, z domu (z „chołpy”) Bodzony, ur. w 1922 roku w Podegrodziu. Przed wojną ukończyła szkołę powszechną, a po wojnie kurs przedszkolanek w Rabce i kurs reżyserski w Krakowie (przez jakiś czas przebywała również w Warszawie). Od 1937 roku należy do zespołu pieśni i tańca „Podegrodzie”. Była konsultantem zespołów folklorystycznych „Lachy” i „Sądeczoki”. Współpracuje z Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu i Sądeckim Parkiem Etnograficznym. Występowała niejednokrotnie w środkach masowego przekazu, upowszechniając wiedzę o kulturze lachowskiej. Jest autorką wielu scenariuszy do przedstawień ludowych wystawianych pod jej kierunkiem i wybitną znawczynią folkloru Lachów Sądeckich.

Więcej zob. http://www.podegrodzie.pl/pl/4801/0/Tworcy_ludowi.html.


Pieczenie chleba

 

 

 

Mama piykała chlyb, a mama była
barz
przeciwno, ni móg być
źdurnioty ton chlyb, ni móg być, ino musioł być piykny z pieca, miałyśmy taki piec na
dziewioć chlebów, a chleby były wielkie. No i, a jo ku… jo juz miesić to mi ciozko było, bo na dziewioć chlebów to była
mułka żytnio, tako z młyjna, nie ra… bo my chleba my nie piekały z takie w zarnach, bo to było [?] sie… Na co inne to sie domielało
w zarnak takik na na to… na
zarnówko. A… no ji jo tak kciałam ton chlyb juz. Jom wolała piyknie, umiałam zwolać, bo sie nojpiyrw tyko zwolało i kładło sie go… A późni sie wsodzało. Tata godo tak: nic sie nie
trop
dzieopa, wygoniamy matko do… niech se idzie do
Sonca, a tego jo ta, godo, cosi wykombinujo, zeby co, po cosi sła, to pódzie, a my se
upiekomy. I ton chlyb my piekły. No to mama posła do Sonca. Ile miała
stropianio, bo
zocyno sie robiło dziś na jutro, kwosek łostawiało sie z jednego chleba na drugi. Godo, zocyno mama zrobiła wiecór no i rano juz ton chlyb mioł być piecony no to… Idź, godo, bo musi iś, matka niech idzie do do Sónca, my bedomy piekły. No i tak tyz było. I tata mi wzioł tak jo zwolałam piyknie, ładnie juz chlyb wyrós. No i to sie sypało
łotroby na łopato na te, na to łopato sie kładło chlyb, piyknie sie go łomyło włodom, tam dziurki sie robiło palcom nawet, abo rogolom, tam sie tego. Tata wziuł mi młoje… kozoł mi wziuś za łopato. Tata mi z tyłu, za za plecomi stoł, wziuł mi za młoje
roce i wsodzoł. I tak se, godo, rób. Roz, dwa, czy. Roz dwa, czy, bo czy chleby były, poźni były drugie czy i czecie
czy. Bo to po czy chleby były, bo było dziwioć chlebów. No i tak jem sie naucyła. Poźni sie chlyb przesodzało, bo z przyjścio musiało sie przesadzić do tyłu, bo sie tam nie nie łupieyk na przyjściu to sie… trzeba go było przesadzić. Ale jak sie go przesodzało… No i późni po wysadzoniu tego chleba piyknie sie go łomyło włodom, łon sie
śkluł, był piykny, rumiany. Jak mama przysła, to łocom nie wierzuła, ze Brónka chlyb upiekła, a jo sie tak ciesyła, ze…